niedziela, 20 lutego 2011
Aparat w dalszym ciągu wariuje, stąd i zrealizowanych przepisów na blogu brak. Ale bardzo się za Wami stęskniłam, więc postanowiłam dodać zdjęcie zrobione komórką (niestety jakość jest koszmarna, ale za to jedzenie - pyszne). To moje pierwsze w całości samodzielne pierogi. Są oczywiście razowe - biała mąka mogłaby właściwie już dla mnie nie istnieć, tak bardzo polubiłam specyficzny smak ciemnego ciasta. Farsz to inna wersja pierogów ruskich, oczywiście bez ziemniaków, za to z soczewicą. Przepyszne połączenie, szczególnie jeśli doda się do niego dużo curry (połączenia curry z soczewicą nauczyła mnie moja przyjaciółka i uważam to za jedno z najfajniejszych odkryć kulinarnych).
Pierogi razowe z białym serem i soczewicą Składniki: Ciasto:
Farsz (tu już naprawdę na oko, ale orientacyjnie podaję wartości):
Z mąki, jajka i oliwy zagnieść ciasto, stopniowo dodając gorącej wody. Rozwałkować i wykrawać małe krążki szklanką lub filiżanką. Ugotować soczewicę, cebulę pokroić w drobną kostkę i poddusić na patelni (najlepiej na samej wodzie). Ugotowaną soczewicę, ser, cebulkę i przyprawy połączyć ze sobą, rozgniatając widelcem lub mieląc blenderem. W pierwszym przypadku można dodać troszkę jogurtu 0%, żeby farsz lepiej się kleił, ale nie trzeba (ja osobiście nie dodaję, lubię taki niejednolity farsz). Formować pierogi, dodając farsz do ciasta.
Gotować w osolonej wrzącej wodzie do wypłynięcia. Podawać z podsmażaną cebulką albo jogurtem naturalnym.
Smacznego!
niedziela, 07 listopada 2010
Przeprowadzka do nowego mieszkania to ogrom obowiązków, ale również satysfakcja, że ma się coś własnego, coś co się dzieli z ukochaną osobą. Uwielbiam tworzyć nasze małe, codzienne rytuały, wspólnie ustalać, co, gdzie, kiedy i dlaczego. Tak też jest w kuchni - wspólne posiłki niezależnie od wszystkiego, zmywanie na zmianę i wiele innych małych i dużych umów, które tworzą to, czego pragnęliśmy najbardziej - dom. Wśród tych codziennie budowanych przyzwyczajeń jest to najprostsze - trochę lepszy, bardziej uroczysty obiad w niedzielne popołudnie. Co jednocześnie kłóci się z moją niechęcią do siedzenia zbyt długo w kuchni, szczególnie w weekend. Na szczęście czasem udaje się odnaleźć przepis taki jak ten - prosty, ale jednocześnie wykwintny.
Schab z pesto Składniki:
Kotlety rozbijamy, przyprawiamy solą i pieprzem, a następnie smarujemy z obu stron pesto. Tak przygotowane mięso wkładamy do żaroodpornego naczynia nasmarowanego oliwą. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 20 minut. Na podpieczonych kotletach układamy mozarellę i wkładamy na krótko do piekarnika, żeby ser się rozpuścił.
Podajemy np. z sałatką grecką (taka na zdjęciu).
niedziela, 15 sierpnia 2010
Wlasnie kochany blox skasowal mi dlugi wpis o tym, jak to fajnie jest mieszkac na swoim, gotowac samodzielnie i dlaczego potrawy z ciecierzyca zawsze mnie denerwowaly. Wiec teraz juz krotko - przedstawiam smaczna, pozywna i mm ciecierzyce po bretonsku. Zdjecie niestety komorka, bo aparat ciagle czeka na przewiezienie. W tle lapki mojego Konkubenta. :)) A brak polskich znakow to wina nowego komputera.
Ciecierzyca po bretonsku (danie tluszczowe) Skladniki:
Ciecierzyce zalewamy woda i zostawiamy na 12 godzin. Kiedy napecznieje, nalewamy swiezej wody i gotujemy przez ok. 40 minut, az bedzie miekka. Kielbase kroimy w drobna kostke i smazymy na patelni bez tluszczu (powinien sie wytopic z miesa). Do garnka wrzucamy pomidory, podlewamy odrobine woda i dorzucamy listek laurowy i kilka ziaren pieprzu. Gotujemy chwilke, po czym dodajemy ugotowana ciecierzyce i kielbase. Doprawiamy do smaku. Zostawiamy na ogniu jeszcze przez ok. 15 minut, zeby wszystkie skadniki sie przegryzly. Smacznego!
środa, 11 sierpnia 2010
Kochani! Wracam - z kilkoma kilogramami więcej, ale pełna zapału do wypróbowywania nowych, pysznych przepisów. Bo już w swoim własnym mieszkanku. ;) Będzie zdrowo, może nie zawsze MM, bo to nienajtańsza dieta, ale ciągle smacznie i z pomysłem. ;) Buźki!
wtorek, 30 marca 2010
Przyznaję się bez bicia, że i w tym tygodniu było z moją dietą ciężko. Trudno jest wrócić do dobrego odżywiania po takich tygodniach rozpusty. Na szczęście nie udało mi się nic przytyć, ale i zrzucić też nie. Ale od czwartku zaczynam nową pracę - mam już zakupione specjalne pojemniczki na jedzenie, w które mam zamiar pakować mnóstwo montignacowych pyszności. Dziś też już będzie grzecznie i zdrowo. ;)
wtorek, 23 marca 2010
Jeden z zachomikowanych przepisów, danie wykonane zaraz po kalafiorowej zupce, dlatego składniki są niemal identyczne. Zapiekanka pochodzi oczywiście z książki "356 lekkich dań", ale tym razem musiałam się chwilę nakombinować, żeby powstało danie zgodne z metodą. A ponieważ wiem, że czyta mnie co najmniej kilka osób, które nie są na MM, a za to chętnie skorzystałyby z tej książki, dlatego w nawiasach podaję oryginalne składniki.
Zapiekanka z brokułów i kalafiora (danie tłuszczowe) Składniki:
Brokuły i kalafiora ugotować na parze na półtwardo (5 minut). Przyrządzić sos serowy. W grubym garnku na dnie rozgrzać masło, wsypać granulat sojowy i przesmażyć (uwaga! granulat BARDZO SZYBKO się pali, więc wystarczt naprawdę kilka sekund). Zdjąć z ognia i powoli dodać śmietanę, mieszając (w oryginale należy dodawać powoli mleko i ubijać trzepaczką do uzyskania kremowej konsystencji). Ponownie postawić na ogniu i dodać musztardę. Gotować 10 minut, aż sos zgęstnieje. Dodać ser i dobrze wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem. W żaroodpornym naczyniu wymieszać warzywa i sos, piec 5-10 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.
poniedziałek, 22 marca 2010
To nie jest najlepsza wymiarownia. Głównie dlatego, że muszę przyznać się do najgorszej rzeczy, jaka w trakcie odchudzania może się przydarzyć - przytyłam. Kilogram. Pewnie każdy z nadwagą ma podobny problem jak ja - zajada smutki i stresy. A moje ostatnie dwa tygodnie były jedną wielką karuzelą, w której zdecydowanie ostatnie miejsce zajmowało przejmowanie się dietą. Ale dodatkowy kilogram ostatecznie przełożył się na coś bardzo pozytywnego. Zmieniam pracę - na ciekawszą, bardziej rozwijającą, lepiej płatną. Po prostu bardziej. To prawdopodobnie wywróci moje wygodnie ułożone życie o 180 stopni, ale jednocześnie da mi mnóstwo satysfakcji. Mam tylko nadzieję, że uda mi się jednak utrzymać na MM i wrzucać tu dużo fajnych przepisów. A moje centymetry? Nie przybyły jakoś specjalnie, jest dobrze. Obwód biustu: 92 cm (+2cm) Obwód talii: 77 cm (bz) Obwód bioder: 94 cm (+1cm) Obwód uda: 58 cm (bz) Waga: 70 kg BMI: 25,7
środa, 17 marca 2010
Pragnę donieść, że nie umarłam, wręcz przeciwnie. ;) Wymiarownię opuściłam z braku czasu i braku minusowych kilogramów (ale weekendowe obżarstwo było zaplanowane, więc się tym nie przejmuję). Trzymajcie mocno za mnie kciuki, bo już niedługo może być co najmniej nieźle. ;) A przepis przyfrunie na bloga, mam nadzieję, najpóźniej jutro.
czwartek, 11 marca 2010
Zbyt wcześnie powiedziałam, że wszystko w moim życiu się normuje. Od poniedziałkowego wpisu zdążyłam dostać kolejną propozycję pracy i jeszcze jedną - współpracy. W związku z tym nieustannie z kimś się spotykam, coś przygotowuję lub gdzieś jadę. Czasu na gotowanie mam więc nie za wiele, nie wspominając o wrzucaniu przepisów. Na szczęście dziś, między jednym spotkaniem a drugim, udało mi się wygospodarować chwilę i dodać czekającą już od dobrych trzech tygodni zupę kalafiorową z serem. To pierwszy z obiecanych przepisów z książki "365 lekkich dań", doskonale nadający się na MM. Z małym - białkowym - dodatkiem dorzuconym ode mnie. Zupa jest gęsta, dobra na chłodniejsze dni, a kalafior z oregano to chyba jedno z moich najcudowniejszych odkryć kulinarnych! Z góry przepraszam za niefotogeniczność posiłku. ;)
Zupa kalafiorowa z serem (danie tłuszczowe)
Dodane ode mnie
W garnku rozgrzewamy oliwę. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy pokrojone drobno pory i smażymy około 4 minut do miękkości. Dodajemy kalafiora, wsypujemy oregano i smażymy, mieszając, 2 minuty. Wlewamy wywar i gotujemy 20 minut, aż kalafior zrobi się miękki. Miksujemy na jednolitą masę (ja mam tylko taką miksero-ubijaczkę, więc zostały mi grudki - ale to też ma swój urok :)). W tym czasie gotujemy do miękkości fasolkę szparagową. Dodajemy śmietanę i ser. Podgrzewamy, mieszając, do chwili kiedy ser się roztopi. Wrzucamy fasolkowy makaron. Doprawiamy solą i pieprzem.
poniedziałek, 08 marca 2010
Powoli zwalniam i wszystko wraca do normy. Wracam do gotowania, dbania o siebie, mam w planach kupno nowych, wiosennych ciuszków w mniejszym rozmiarze, a przede wszystkim znów straciłam, tradycyjne już, pół kilo. :) Obwód biustu: 90 cm (bz) Obwód talii: 77 cm (bz) Obwód bioder: 92,5 cm (-0,5 cm) Obwód uda: 57,5 cm (-0,5 cm) Waga: 69 kg BMI: 25,3 To w sumie już 5 kilo! :) Drugie tyle przede mną. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Cynamon
Metoda Montignaca
Moje inspiracje
|