O gotowaniu, życiu i Montignacu
środa, 30 grudnia 2009

Święta minęły jak zwykle za szybko. Było mnóstwo prezentów, dobrych słów, ale też mnóstwo nieprzepisowego jedzenia, któremu nawet nie próbowałam się przeciwstawiać. Ale teraz, kiedy bożonarodzeniowa gorączka już minęła, pora od nowa zabrać się za siebie i rozpocząć mozolne zrzucanie kilogramów - tych poświątecznych i tych zyskanych wcześniej.

Na pierwszą potrawę po świętach wybrałam zapiekankę brokułową (a właściwie nawet coś pośredniego między zapiekanką a omletem), znalezioną na niezastąpionym forum MM. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam wszystkie zapiekankopodobne twory, po drugie - bo przypomina mi danie tworzone przez moją mamę (a ponieważ zawiera w sobie i tłuszcze i węgle, niestety muszę się go wyrzec na kilka miesięcy). Do tego jest lekka i przynosi naprawdę dużą ulgę dla obolałego brzucha. Tradycyjnie jej proporcje zostały zmodyfikowane pod mój gust kulinarny.

Zapiekanka jajeczno-brokułowa

Składniki:

  • 4 jajka
  • pół cebuli
  • por
  • 2 ząbki czosnku
  • brokuły, mogą być mrożone
  • wędlina (u mnie resztki gotowanej szynki rodzicielki)
  • ser żółty
  • tłuszcz do podsmażenia cebuli i pora
  • sól, piepr, inne przyprawy

Cebulę kroimy w kostkę, pora w półkrążki, podsmażamy na tłuszczu. Gotujemy brokuły na miękko i rozdrabniamy widelcem, dodajemy wyciśnięty czosnek, mieszamy. Pianę z białek ubijamy, w trakcie ubijania dodajemy żółtka.

Do ubitych jajek dodajemy cebulę z porem, brokuły i wędlinę pokrojoną w kostkę, przyprawiamy do smaku (u mnie tylko pieprz i sól, ale można sypnąć coś więcej). Należy pamiętać, żeby składniki łączyć delikatnie, uważając by piana nie opadła za bardzo.

Powstałą masę wylewamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy ok. 15 minut, w piekarniku nagrzanym do ok. 180C. Po tym czasie wyjmujemy, posypujemy grubo startym serem i zostawiamy aż ser się nie przypiecze (też około 15 minut).

Zapiekanka bardzo dobrze smakuje z kleksem gęstej śmietany na wierzchu. Smacznego!

środa, 23 grudnia 2009

W domu zapanowało przedświąteczne szaleństwo. Moja rodzicielka piecze, smaży, gotuje i kompletnie nie chce wpuscić mnie do kuchni - żeby jej pomóc albo żeby zrobić sobie jakikolwiek obiad. Dlatego szukałam czegoś szybkiego, niezajmującego ani czasu, ani miejsca w naszej dużo za małej kuchni.

Na "Wołowinę Kangurzycy" natknęłam się w "Książce kucharskiej Kubusia Puchatka" - mojej pierwszej książce z przepisami, którą dostałam kilkanaście lat temu. Znalazłam ją przy okazji przedświątecznych porządków i pomyślałam, że fajnie byłoby spróbować któregoś z prezentowanych tam dań. Lekko ją zmodyfikowałam, ale myślę, że przez to jest jeszcze lepsza. Na dodatek jej przygotowanie zajmuje bardzo mało czasu, w sam raz na przedświąteczny chaos.

Biorąc pod uwagę okoliczności w jakich znalazłam przepis, mogę właściwie stwierdzić, że to danie (przed)świąteczne. :)

Zapiekanka Kangurzycy

Składniki:

  • 200g mielonej wołowiny (najlepiej zmielonej w sklepie, nie będzie miała konserwantów)
  • kilka pieczarek
  • 1 cebula
  • ząbek czosnku
  • 225g pomidorów z puszki
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, przyprawy jakie lubicie
  • łyżka oleju

Sos:

  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 1 jajko
  • 50g startego sera

Cebulę siekamy w kostkę i smażymy na oleju aż zrobi się szklista. Wrzucamy pokrojone w kostkę pieczarki, a kiedy i one się przesmażą, dodajemy mięso i przyprawy. Po kilku minutach wrzucamy rozdrobnione widelcem pomidory i mieszamy.

Do miski wbijamy jajko, dodajemy śmietanę i roztrzepujemy widelcem, żeby składniki dobrze się wymieszały. Mięso z pomidorami i pieczarkami wrzucamy do żaroodpornego naczynia, wlewamy na nie sos i posypujemy serem. Tak przygotowane danie pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopniprzez 40 minut. Pamiętaj, żeby zapiekankę zjeść z dużą ilością warzyw. Smacznego!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

W takim telegraficznym skrócie:

1. Jestem w polecanych na Bloxie. Niniejszym dziękuję i obiecuję nie zawieść zaufania. :)

2. Od zeszłego tygodnia ubyło mi już 3 kilo. Być może przed świątecznym obżarstwem stracę jeszcze jakąś połówkę, będzie co odzyskiwać na święta. :)

20:15, cynamonwkuchni , [Zmagania]
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 grudnia 2009

"Pada w każdym oknie" - jak mówi jedno z japońskich haiku. Nareszcie mamy prawdziwą, mroźną zimę z dużą ilością nietopniejącego śniegu. I chociaż droga z i do pracy w taką pogodę to koszmar, mimo wszystko cieszę się, że w tym roku zima faktycznie do nas zawitała. Razem z zimą przychodzą pomysły na różne rozgrzewająco-pokrzepiające dania. Nie może też zabraknąć aromatycznej zupy z soczewicy, dania które kocham od czasu odkrycia sieci restauracji Green Way. A że od kilku tygodni Mój Konkubent marudził mi za uchem, że chciałby zjeść coś z soczewicą, nie pozostało mi nic innego, jak tylko wreszcie rzeczoną zupę zrobić. ;)

Przepis odnalazłam na blogu Ani. Był idealny, bo nie zawierał niedozwolonych na MM kostek rosołowych (ze względu na glutaminiany i inne przyjemności, ktore spowalniają chudnięcie), ani ziemniaków. Oto moja, nieco zmodyfikowana, wersja.

 

Zupa z soczewicy

Składniki:

  • 250 g czerwonej soczewicy
  • 250 g dojrzałych pomidorów (u mnie z puszki)
  • 1-2 łyżki oliwy
  • 2 marchewki pokrojone w plasterki
  • 1 papryka pokrojona w kostkę
  • 2 cebule pokrojone w kostkę
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 listek laurowy
  • oregano, majeranek, szczypta curry i słodkiej papryki
  • sól i pieprz
  • 2 łyżeczki octu z czerwonego wina (uwaga na karmel i E w składzie!)

W garnku, w którym będziemy gotować zupę przesmażamy na odrobinie oliwy czosnek i cebulę (warto podlać nieco wodą). Kroimy marchewkę i dodajemy razem z listkiem laurowym do smażących się składników. Chwilę trzymamy na ogniu, następnie dodajemy soczewicę i  1l zimnej wody. Gotujemy, aż soczewica będzie miękka (w przypadku czerwonej  odmiany, warto ugotować ją lekko al dente, jeśli nie chcemy zbyt gęstej zupy).

Do miękkiej soczewicy dodajemy rozdrobnione pomidory, paprykę i pozostałe przyprawy. Zostawiamy na ogniu na 15 minut. Na koniec dodajemy ocet i wcinamy ze smakiem. :)

 

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Moją zmorą na diecie MM są obiady. Głównie dlatego, że na razie nie dorobiłam się jeszcze własnego lokum i posiłki w domu przygotowuje mama. Bardzo często, kiedy wracam z pracy, nie mam już siły ani ochoty przyrządzać czegoś dla siebie. Staram się wtedy tak modyfikować obiady rodzicielki, żeby były jak najbardziej MM. Wiadomo jednak, że nie zawsze się to udaje - nie wyrzucę przecież z zupy przyprawy z glutaminianem, albo cukru z sałatki. Dlatego często szukam przepisów, które mogę przyrządzić w kilka minut - mam wtedy większą motywację, by zrobić coś sama.

Podobnie było z dzisiejszym przepisem. Z pomocą przyszło mi Wielkie Żarcie, niewyczerpana skarbnica fajnych pomysłów. Obiad faktycznie jest megaszybki (w 1 wersji), megałatwy i przepyszny.


Pałki kurczaka w keczupie (albo dowolna inna część kury)

Składniki:

NA 2-4 PORCJE:

  • pałki kurczaka
  • szklana keczupu (MMki powinny stosować keczup Linessa Light)
  • ¼ szklanki oleju
  • przyprawa do kurczaka (ja użyłam ziół do drobiu Kamisa [są MM! :D] + papryki w proszku)
  • po niecalej lyzeczce suszonego oregano, mięty i czosnku granulowanego
  • pieprz do samku

Wersja dla leniuchów:

Do torebki jednorazowej lub do mrozenia wlewamy keczup i olej, wsypujemy suszone przyprawy, doprawiamy przyprawą do kurczaka oraz solą i pieprzem. Mieszamy, wrzucamy kawałki kurczaka i potrząsamy torebką, aż pałki beda dobrze obtoczone w zaprawie. Wstawiamy na chwilę do lodowki i w tym czasie przygotowujemy grill lub nagrzewamy piekarnik. Blachę okrywamy folią aluminiową, na którą kładziemy kurczaka. Przykrywamy danie jeszcze jedną warstwą folii. Wstawiamy do piekarnikai pieczemy przez 40-50 min. Po tym czasie ściągamy folię,  podwyższamy nieco temperaturę i trzymamy tak długo, aż skórka będzie chrupiąca.


Wersja dla pracusiów:

Wszystkie skladniki mieszamy w misce, wrzucamy pałki i zostawiamy na kilka godzin lub np. na noc - wtedy kurczak przesiąka nieco zaprawą i ma lepszy smak. Pieczemy jak wyzej.

 

Dziś próbowałam wersję nr 1, jutro nr 2. Kurczak wyszedł pyszny, delikatnie słodkawy (przez keczup) i mocno pikantny. Podejrzewam, że w wersji z grilla jest jeszcze lepszy.

czwartek, 10 grudnia 2009

Pierwsza notka kulinarna i od razu bardzo ambitny (jak na mnie) przepis, czyli cebulaki z razowego ciasta drożdżowego. Przyznam szczerze, że bardzo bałam się drożdżowych wypieków. Jako totalny laik w kwestii pieczenia czegokolwiek, obawiałam się zakalców, niewyrośniętego ciasta i jeszcze z 1000 innych rzeczy, łącznie z drożdżowymi chochlikami i spaleniem kuchenki. Pierwszy wypiek z dodatkiem drożdży w życiu wyszłedł jednak dokładnie taki, jak chciałam - miękki i puszysty, po prostu pyszny.


Ale koniec gadania, oto przepis (ukradziony z Forum MM):

Razowe cebulaki

Zaczyn:
4 dag świeżych drożdży
1 łyżeczka fruktozy
pół szklanki ciepłego mleka
1 łyżeczka maki z pełnego przemiału (u mnie pszenna razowa typ 1850)

Reszta składników:
3 szklanki mąki z pełnego przemiału
1 białko
1 łyżeczka soli
pół szklanki mleka
2 łyżki oliwy
4 duże cebule
przyprawy (jakie kto lubi, ale głównie sól, pieprz, kminek)

Zaczyn:
Wrzucamy składniki do miski i zalewamy ciepłym mlekiem, odstawiamy, żeby wyrosły (najlepiej w ciepłe miejsce). 10-15 minut wystarczy.


Reszta:
Do miski wsypujemy mąkę, mleko, białko, oliwę, sól i wyrośnięty zaczyn. Wyrabiamy ciasto i pozostawiamy w cieple do wyrośnięcia, powinno podwoić objętość. Należy pamiętać, żeby nie przesadzić z ewentualnym dosypywaniem mąki, ciasto musi pozostać miękkie.

Kroimy cebulę w kosteczkę. Na suchej patelni solimy cebulę  i smażymy, podlewając odrobiną wody. Dusimy do czasu, dopóki cebula nie zeszkli się. Na końcu dolewamy trochę oleju do smaczku, przyprawy i chwilę smażymy.

Z wyrośniętego ciasta wycinamy kule i układamy na blasze w sporych odstępach , po czym znowu odstawiamy w ciepłe miejsce na około 30 minut, żeby nabrało objętości.

Tak przygotowane bułeczki spłaszczamy za pomocą dna szklanki, a we wgłębienia wkładamy duszoną cebulę. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180st. nie na termoobiegu ok.20 - 30 min.

 

Bułki są pyszne - chrupiące z zewnątrz, a miękkie w środku. A "farsz" z cebuli - po prostu poezja! Polecam!

środa, 09 grudnia 2009

Był sobie raz blog Cynamon na Montignacu, ale umarł z przyczyn mniej lub bardziej naturalnych. Dziś Cynamon ma znowu zamiar pisać o gotowaniu, stąd nowy blog. :) Zapraszam.

20:38, cynamonwkuchni
Link Komentarze (2) »
Durszlak.pl